Prywatne Okienko Wuja Mariana
Serdecznie witam na mojej witrynie

Wisłą w głąb Polski

Prolog « Wisłą w głąb Polski » Rozdział I» Rozdział II » Rozdział III » Kolejne rozdziały

Rozdział I

Zima na Wiśle

Styczniowy ranek. Rzeka wolna była od kry. Po brzegach zalegały lodowe tafle, podobnie wśród lasów bielił się śnieg, ale nurt był czysty, bezśnieżne były wystawione na słońce zbocza Szpetala. Przy brzegu poniżej ujścia Zgłowiączki pływały dwa łabędzie, nieco dalej po Wiśle pływały kaczki i mewy.

Przed tygodniem stojąc na moście w Toruniu obserwowałem mewy. Siadywały na krach spływających rzeką, dla wypoczynku tylko, na chwilę, by poderwać się, zanim nad nimi zasklepił się most.

Czy mewy nie odlatują do ciepłych krajów? Odlatują, ale nie wszystkie. Część zimuje w miastach i nad nie zamarzającymi rzekami.

Kry skrzeczały, ocierając się jedna o drugą. Donośniejszy chrzęst wydobywał z nich filar mostu, gdy odbijały się odeń te kry kawały, którym przypadło to w udziale. Pomiażdżone, połamane, spływały dalej. Kajakowanie wśród takiej kry byłoby zbyt nierozsądne i niebezpieczne. Niekiedy nurt zwężany bywa przez zalodzenia, sięgające dna, osadzone na mieliznach. Kra się wtedy zbija, tłoczy, wypiętrza. Nawet nie ma dostępu do wody, w której można byłoby zanurzyć wiosło i zapracować. W takich miejscach tworzą się zatory, takie jak ten, w poszukiwaniu którego Rafał Olbromski i Krzyś Cedro, młodociani bohaterowie "Popiołów", wyruszyli na Wisłę.

"Złomy lodu płynęły szybko a ciężko, jakoby potrzaskane ściany ciosowych kościołów. Z łodzi wydawało się, że w okrąg sunie zniszczony jakiś ląd..." "Były momenty, że płynęła wprost na łódź tafla olbrzymia jak strop wielkiej sali, ostrymi krajami swymi godziła zdradziecko w burty stateczku. Wówczas Rafał wznosił wiosło i zadawał jej śmiertelne pchnięcie z czoła. Groźna, pływająca szyba posłusznie usuwała się na bok. Inne, słabsze, od jednego trącenia rozpadały się w drobne ułamki jak truchło bezwładne." "Słyszeli dookoła siebie cichy syk lodu." "Huk trzaskających wód, które się dokądś waliły z przerażającym łoskotem, zbliżał się ku nim. Szedł na nich z nocy."

Bohaterowie Żeromskiego przeżyli cało przymusową kąpiel w zalodzonej rzece, którą zakończyła się ich wyprawa, ale jest to dowód głównie żywej imaginacji autora. Osobiście nie chciałbym sprawdzać, jak wygląda topienie się w rzece, którą schodzi lód.

Nieludzka była pogoda przed tygodniem. Na toruńskim rynku gołębie zbiły się w krąg, przytulając jeden do drugiego. Ptaki z obrzeży kręgu wskakiwały na te pośrodku, wciskając się między nie, spychając inne ku osaczającemu je zimnu. Jeszcze kilka dni takiego mrozu, a Wisła stanęłaby, zamarzła.

Zjawiska lodowe pojawiają się na Wiśle już w trzeciej dekadzie listopada, a zanikają czasami dopiero w drugiej połowie marca. Czas ich trwania wynosi od kilku do osiemdziesięciu dni. Pokrywa lodowa przeciętnie pojawia się na przełomie pierwszej i drugiej dekady stycznia, a zanika na przełomie drugiej i trzeciej dekady lutego. Proces uwalniania od lodu postępuje z południowego - zachodu na północny - wschód, od gór w stronę morza, co w przeszłości doprowadzało do groźnych powodzi. Śryż i kra spływające z południa, z terenów dotkniętych odwilżą, docierały do obszarów na północy, na których Wisła wciąż była skuta lodem; dochodziło wówczas do zatorów lodowych, blokowania koryta rzeki i katastrofalnych wylewów. Ostatni z nich o takim charakterze zdarzył się w rejonie Płocka na przełomie 1981 i 1982 roku, kiedy zatopionych zostało ponad 150 km2. Teraz Wisła rzadko całkiem zamarza, w Toruniu stanęła ostatnio w lutym 2006 roku. Być może jest to związane z ocieplaniem się klimatu.

Mróz odpuścił. Trzeba było wykorzystać odwilż, która nie pozbawiła jednak rzeki w pełni zimowej szaty.

Rozdział II

Spływ zimowy

Wisła 2008 r. Od lewej - Prezes, Tomek, Mastal, KorzonWyruszyliśmy z Włocławka we dwa kajaki. Mieli z nami popłynąć jeszcze Bartek i Marian. Bartek jednak zachorował, a Marian po namyśle zakomunikował Prezesowi, że szukał w sobie chęci, ale jej nie znalazł.
- Odmówić to on może Kryśce, ale nie Prezesowi! - obruszył się Korzon.
- Prezes wydaje polecenie i zadanie jest po prostu do wykonania!
- Ewentualnie może odmówić pacierz, co wcale nie przeszkadza, by popłynął.

Marian mimo wszystko zdania nie zmienił.

Płynąłem z Mastalem. Był zachwycony ilością ptactwa. Setki całe wybrały tę strategię przetrwania zimy, jaką jest koczowanie na nie zamarzającej dużej rzece, zamiast odlotu na południe. Bardziej ryzykowna, wiąże się jednak z możliwością znalezienia wiosną lepszych stanowisk lęgowych i rewirów łowieckich. Widząc nas, płynących, ptaki zrywały się do lotu i towarzyszyło nam nieustanne poświstywanie skrzydeł i worków powietrznych. Widywaliśmy krzyżówki, kormorany, łabędzie. Niektóre z tych ostatnich były jeszcze młode, szarawe, choć już latające. Najwięcej było, tworzących zajmujące znaczne połacie rzeki stada, niewielkich kaczek o białych brzuchach, czarnych łebkach z białymi policzkami i czarnych skrzydełkach. Bardzo szybko machały tymi skrzydełkami, gdy uciekały przed kajakami.

Na zalodzeniach przybrzeżnych zauważyliśmy nawet kilka wron. Mastal czytał niedawno opowieści wędkarzy ze Skandynawii, łowiących ryby w przeręblach. Zaobserwowali oni, jak wrony wyciągają dziobem żyłkę, przydeptując ją podchodzą do przerębla, znowu chwytają w dziób, wyciągają, znowu podchodzą i po wyciągnięciu na lód zjadają rybę, która się na haczyk złowiła.

Klonowic w rejonie Gąbinka opisywał "szpiklerze brzestkie". Wisła w pobliżu Gąbinka zbliża się najbardziej do Brześcia Kujawskiego, stolicy ówczesnego województwa. Może to kupcy z tego miasta w tym miejscu gromadzili zboże, plon żyznej ziemi kujawskiej, by stąd spławić je do Gdańska? Obecnie na wzgórzach Gąbinka ujrzeć można pięć wież elektrowni wiatrowych. W rejonie tym pod dnem rzeki przechodzi też rurociąg, z którego niedawno nastąpił wyciek. Płynącą plamę ropy strażacy zlikwidowali dopiero pod Bydgoszczą. Spekulowano później, że wyciek nastąpił z winy złodziei, kradnących ropę, którzy nie zabezpieczyli wydrążonego otworu, albo też winowajcą jest erozja denna. Wisła poniżej włocławskiej zapory obniża bowiem swe koryto, wypłukuje osady i nie nanosi w ich miejsce nowych. W związku z tym ropociąg zawisł pozbawiony podpory dna i pękł. Korzon stwierdził, że przypuszczenia te to pic na wodę.
- Prawda jest taka, że wszystko ma ograniczoną żywotność!

Nie ma rzeczy wiecznietrwałych.

Wisła 2008 r. Od lewej - Prezes i Korzon w BobrownikachPrzed Bobrownikami na krze zakotwionej do płycizny siedziały cztery bieliki. Leniwie odfrunęły na nasz widok. Ruiny zamku czerwieniały w słońcu. Odgradzała nas od nich dziesięciometrowa skorupa lodowa. Próbowaliśmy ją z Mariuszem skruszyć, ale bezskutecznie. Cóż my mogliśmy zdziałać, chudziny... Na szczęście Korzon z Prezesem znaleźli szczelinę i przemiażdżyli się przez nią swoją ćwiercią tony. Tyle pewnie ważą wraz z kajakiem... Dzięki temu dobiliśmy do brzegu i zakończyliśmy wycieczkę.

Pod murami spacerował mężczyzna. Przyszedł popatrzeć na rzekę.
- Mieliście panowie chyba coś na rozgrzewkę? - zapytał.

Nie dowierzał, gdy Korzon powiedział mu, że zimą na kajaku wcale nie jest zimno.

Wieczorem zatelefonowałem do mojego kolegi Jacka, z zawodu i zamiłowania ornitologa, i opisałem mu napotkane ptaki. Powiedział, że widziane przez nas czarno-białe kaczuszki to gągoły z północnej Europy, które zimują na dolnej Wiśle. Dwa lata temu naliczono ich tu ponad pięć tysięcy, czyli kilka procent światowej populacji. W zimie gągołów w Polsce jest więc znacznie więcej niż latem, gdyż lęgi swe odbywa tu tylko około dziewięciuset par.

Rozdział III

Początki polskiego krajoznawstwa

Druga połowa XIX wieku na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej była okresem, w którym państwa zaborcze, zwłaszcza Rosja i Niemcy, dążyły do unifikacji zajętych w wyniku rozbiorów terenów z własnymi krajami. Kolejne zrywy niepodległościowe były tłumione, wszelakie stowarzyszenia i związki społeczne nadzorowane i inwigilowane, a eliminacja polskiej kultury i nauki oraz ujednolicanie programów oświatowych z resztą państwa zmierzały do wynarodowienia. Zatracała się świadomość tożsamości narodowej mieszkańców trzech sąsiadujących krajów. Petersburg stawał się dla warszawiaka bliższy niż Poznań, Berlin dla poznaniaka bliższy od Krakowa, a Wiedeń dla krakowiaka bliższy od Warszawy. Wiedza o najbliższych sąsiadach stawała się coraz mniejsza. "W tych warunkach zbiorowe zwiedzanie kraju, podejmowane przez nieliczne jednostki, odbywało się niejako ukradkiem, nieliczne grono młodzieży udające się niekiedy na wycieczki podczas wakacji letnich, zmuszane były wędrować borem, lasem, omijając miasteczka i większe wsie z obawy spotkania z policją" - pisał o tych latach Kazimierz Kulwieć.

W 1885 roku jeden z takich wędrowców, Aleksander Janowski, urzędnik Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej w Sosnowcu, przedstawił myśl powołania towarzystwa krajoznawczego na terenie Kongresówki. Zainspirowało go utworzenie w 1873 roku w Galicji Towarzystwa Tatrzańskiego. Galicja pozostawała jednak pod władzą najsłabszego z państw zaborczych, które po przegranej wojnie we Włoszech i klęsce pod Sadową dla ratowania swego istnienia odeszło od absolutyzmu i przekształciło w organizm dualistyczny: Austro-Węgry. W efekcie nowej polityki decentralizacji zyskały również inne kraje wchodzące w skład monarchii cesarsko-królewskiej. Zakończyły się dążenia do ich germanizacji, uznana została odrębność narodowa pięciu najważniejszych krajów monarchii, w tym Galicji, która odtąd cieszyła się ograniczoną autonomią. W tym czasie na terenie zaboru rosyjskiego myśl Aleksandra Janowskiego nie mogła przybrać realnego kształtu. Również kolejne próby utworzenia towarzystwa krajoznawczego - Emila Schönfelda i Stanisława Patka z 1904 roku oraz Aleksandra Janowskiego z wiosny 1905 roku wywołały opór warszawskich władz guberialnych. Dopiero zdarzenia roku 1905 w Cesarstwie Rosyjskim, które na terenie Polski nosiły wyraźnie patriotyczne cechy, spowodowały, że carat zdecydował się na ustępstwa. Wspólne działania Aleksandra Janowskiego i Kazimierza Kulwiecia, wspieranych przez innych entuzjastów pomysłu (w tym wspomnianego Stanisława Patka) doprowadziły do tego, że na zebraniu w dniu 1 czerwca 1906 roku powołane zostało Polskie Towarzystwo Krajoznawcze i ustanowiony jego tymczasowy zarząd. W dniu 9 listopada 1906 władze gubernialne zatwierdziły jego statut, a w dniu 3 grudnia 1906 roku na nadzwyczajnym zebraniu walnym Towarzystwa przyjęto ów statut i zatwierdzono wybrane 1 czerwca władze, już jako stałe. Pierwszym Prezesem Towarzystwa został Zygmunt Gloger, ówczesny autorytet w sprawach krajoznawstwa, badacz kultury i przeszłości swojego kraju. Motto wydanej przez niego Encyklopedii Staropolskiej Ilustrowanej charakteryzowało jego postawę, podobnie jak postawę założycieli Towarzystwa, najpełniej: "Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest - swoje obowiązek".

Krajoznawstwo jest to gromadzenie wiedzy o kraju, zbieranie faktów, informacji, źródeł dotyczących kraju, z których dopiero po ich zebraniu mogą czerpać geografia, etnografia, archeologia, historia sztuki i inne dziedziny nauki; tak pojmowali krajoznawstwo ludzie początku XX wieku. Celem utworzonego Towarzystwa, zgodnie z jego statutem, miało być więc gromadzenie wszelkiego rodzaju danych dotyczących Polski i upowszechnianie wiedzy o niej; środkami prowadzącymi do tego celu miało być zakładanie bibliotek, tworzenie muzeów, otwieranie pracowni dla badań i doświadczeń, kolekcjonowanie okazów przyrodniczych, budowanie schronisk turystycznych, gromadzenie fotografii krajoznawczych, wydawanie widokówek, czasopism i przewodników, organizowanie wykładów i odczytów oraz wycieczek po kraju... Pierwsza oficjalna wycieczka odbyła się na Wiśle 2 czerwca 1907 roku. Dwoma statkami z przystani na warszawskim Powiślu w kierunku Puszczy Kampinoskiej wypłynęło czterysta osób.

Ostatecznym celem Towarzystwa było zachowanie i kształtowanie świadomości narodowej; cel ten był więc dokładnie rozbieżny z celami władz zaborczych. Najważniejsze z jego haseł brzmiało: "Przez poznanie - do umiłowania, a przez umiłowanie - do czynów ofiarnych".

Nie wszystko udawało się realizować. Przez cały czas istnienia Towarzystwo pozostało organizacją inteligencko-ziemiańską; z ideą krajoznawstwa nie udało się dotrzeć do chłopów i robotników, mimo deklarowania takich zamiarów. Wkrótce wybuchła I wojna światowa i to wydarzenie samo przez się ograniczyło działalność Towarzystwa. Ograniczyło, lecz nie wstrzymało. W tym czasie bowiem podjęto dzieło wielkie, o szerokim zakresie tematycznym, zakrojone na wiele lat: w 1916 roku powzięta została decyzja o podjęciu prac nad "Monografią Wisły". Miała się ona składać z 19 zeszytów, traktujących o Wiśle we wszystkich jej aspektach: pochodzeniu jej nazwy, hydrografii dorzecza, faunie, florze, żegludze, folklorze itd. Nie wszystkie tematy zostały opracowane, ale było to dzieło, którego już później w tak szerokim aspekcie nie podjęto i które dało podwaliny późniejszych prac badawczych.

Odzyskanie niepodległości spowodowało, że Towarzystwo uzyskało na wielu polach silnego konkurenta: państwo, które w sposób zinstytualizowany zaczęło tworzyć muzea, biblioteki, zajmować się organizacją badań naukowych itp. Działalność swą Towarzystwo realizowało więc odtąd obok aktywności państwowej, jako jedna z wielu instytucji, których motorem działania był patriotyzm. Jest tak do dzisiaj, z tym, że od 1950 roku od zjednoczenia z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim obie połączone organizacje przybrały nazwę Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.

Tablica nad drzwiami wejściowego do gmachu Oddziału Kujawskiego PTTKOddział Kujawski Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego powołany został we Włocławku na zabraniu założycielskim w dniu 28 marca 1908 roku jako siódmy z kolei oddział prowincjonalny Towarzystwa. Wśród jego założycieli były osoby, z którymi Aleksander Janowski zaprzyjaźnił się w czasie pobytu na Kujawach w 1902 roku i które zachęcił do idei w czasie swej ponownej wizyty w 1907 roku: Cyprian Apanowicz, Antoni Byszewski, Antoni Olszakowski, Szymon Rajca i Jan Mocarski - w znacznej części ziemianie. Oddział przyjął nazwę Kujawskiego, a nie Włocławskiego, gdyż założono, że teren jego działania obejmie całe Kujawy wschodnie. Oddział ten realizował wszystkie cele założone przez twórców warszawskiej centrali: organizował odczyty, wydawał broszury i książki, zajmował się badaniami naukowymi, m.in. archeologicznymi, utworzył muzeum, które stało się podstawą włocławskiego muzealnictwa, a jego członkowie odbywali różne wycieczki, w tym w lipcu 1908 roku Wisłą do Gdańska, która miała podkreślić polskość nie tylko tego miasta, ale i Kaszub.

Losy swoje Oddział Kujawski dzieli z resztą Towarzystwa do chwili obecnej.

Przejdź dalej

Copyright © Prywatne Okienko Wuja Mariana

Wybierz z listy: