Prywatne Okienko Wuja Mariana
Serdecznie witam na mojej witrynie

Martwy sezon

Gospodarstwo agroturystyczne w Soblówce

Zima w pełni: deszcz pada, trzy stopnie Celsjusza, wicher wieje, co tam wieje, dmie, by dosadniej nie rzec. Psa by nie wygnał na dwór, a co dopiero samemu wyjść.

Taka pogoda dla większości z kajakarzy oznacza martwy sezon. Skupiają się co najwyżej na planowaniu letnich wypraw.

Nieliczni wybierają się na zimowe spływy. Rzeka zimą ma swój urok - pod warunkiem, że jest to prawdziwa zima, a nie pada deszcz. Lodowe nawisy na brzegach, grzyby z kry na wystających pniach, kruche bombki na gałązkach, podrygujące i pobrzękujące w rytmie, który nada im nurt. Z drugiej strony jednak zimno i stosunkowo mała ilość rzek nadających się na zimowe pływanie powodują, że chociaż osobiście lubię je, to ten raz jeden - dwa w sezonie mi całkiem wystarczają. To taka rozsądna ilość, by zbyt często nie powtarzać szlaków, by nie zapomnieć, jak się wiosło w ręku trzyma, i by sezon nie był całkiem martwy. Poza tym wolę zimę oglądać tam, gdzie jest najpiękniejsza - w górach. Od lat witam w nich Nowy Rok i w tym roku też się tak zdarzyło. Tym razem trafiliśmy dziewięcioosobową grupą do Soblówki.

Ceper, jak przyjedzie do wioski w górach, staje pośrodku drogi i mówi: jak tu ciężko ludzie żyją. Zima od świata ich odcina, do miasta daleko, żadnego supermarketu, kina ani pubu nie ma. Koniec świata. Jak ceper zadrze głowę do góry, widzi samotne domy wysoko, pośród lasu, niebu bliższe niż dolinie. Stamtąd to ludzie nawet do sklepu mają daleko. A jak dzieci do szkoły chodzą? Tam to nawet nie koniec świata, to POZAPRZESTRZEŃ!

My trafiliśmy do takiego właśnie domu na zboczu góry Smereków Wielki, niewiele poniżej jej wierzchołka. Świetny to był nocleg, trzy pokoje na piętrze po niedawnym remoncie, parter zajęty przez gospodarzy, w piwnicy oprócz normalnych piwnicznych pomieszczeń łazienka dla małoludów, o niskim suficie. Byliśmy pierwszymi turystami przyjmowanymi zimą w gospodarstwie, ale tuszę, że gospodyni, pani Aniela, przyjęłaby nas równie serdecznie, gdybyśmy przyjechali jako turyści setni. Obficie nas karmiła, narzekając niczym własna nasza rodzona babcia, że niewiele jemy. Mięsiwo, masło, mleko, sery - wszystko własnej produkcji. Odniosłem wrażenie, że jedynie chleb kupowano dla nas w sklepie, ale tylko z powodu liczebności naszej grupy. Gdyby było nas dwoje, także i chleb jedlibyśmy prosto z pieca... Dla tej serdeczności, dla stąpania po kilimach tkanych własnoręcznie na ponadstuletnich krosnach przez panią Anielę, dla obejrzenia rzeźb w drewnie syna pani Anieli, Adama, warto było do Soblówki zawitać. Możliwości wycieczek z bazą w Soblówce również zachęcają do tych odwiedzin. Wielką Rycerzową, widoczną z okien domu pani Anieli, jeden z piękniejszych szczytów Beskidu Żywieckiego, z którego zobaczyć można szczyty Tatr oraz Małej Fatry, z tej odległości podobne do takiego obrazu gór, jak rysują je dzieci, osiągnąć można w trzy godziny. Blisko z Soblówki też do rezerwatu Oszust, chroniącego puszczę karpacką w formie, jaką miała przed wiekami, oraz do przejścia granicznego prowadzącego na Słowację do pobliskiej Vychylovki i tamtejszego skansenu, którego atrakcją jest przejażdżka leśną kolejką. Podobnie Hala Krawculi, na której w czerwcu odbywa się Górolskie Granie i Wierchowe Śpiewanie, Muńcuł, na którym do dziś baca z redykiem chadza i szereg innych miejsc leżą w zasięgu jednodniowego spaceru. Brodzić można przez dzień cały po nieskalanym śniegu i nie napotkać w lasach przygranicznych ludzkich tropów, co najwyżej sarnie, jelenie, dzicze lub - wilcze albo i niedźwiedzie. Okolice nie zadeptane jeszcze przez turystów i szkolne wycieczki.

Adres naszej kwatery: Aniela Lewandowska
Soblówka 127, 34-371 Ujsoły tel. 0 (prefix)33 - 864 72 30.

Autor: Tomasz Andrzej Krajewski

Copyright © Prywatne Okienko Wuja Mariana

Wybierz z listy: